Kategorie
Kraje nordyckie

Szwedzkie media nie zatrudniłyby redaktora Mazurka

Szwedzkie media są na wyśrubowanym poziomie, to takie BBC Północy, bo dziennikarze tam realizują przypisaną im misję. Mają nie tylko informować bezstronnie o wydarzeniach, ale też wyjaśniać je, czyli edukować społeczeństwo. W efekcie w Szwecji funkcjonują stanowiska, na których dziennikarze specjalizują się w wąskich tematach. Osobną grupę stanowią ci, którzy przygotowują materiały o polityce krajowej, bo od spraw zagranicznych są osobne sztaby ludzi, zajmujących się wyłącznie tematyką wokół USA, wokół Bliskiego Wschodu, wokół Unii Europejskiej, wokół Chin, wokół Rosji itd. Są też w redakcjach osoby, które śledzą wydarzenia w Europie Środkowo-Wschodniej i wśród nich niektórzy specjalizują się w Polsce. Dzięki temu ich relacje są zniuansowane, mięsiste, dają pogłębiony wgląd w sedno spraw. I dotyczy to też prywatnych nadawców, którzy oczywiście mają swoje linie programowe, które realizują, ale i tak równo patrzą politykom na ręce i dążą do prawdy, niezależnie od tego, komu jej ujawnienie by się opłacało. To media, które drążą, sprawdzają. Afera Landerholma nigdy by nie ujrzała światła dziennego, a potem szybko odeszła w odmęty niepamięci, gdyby nie nieustanne „sprawdzam” tamtejszych dziennikarzy.

Dodatkowo w Szwecji obowiązuje specjalizacja, dzięki której albo jest się dziennikarzem od wywiadów jak Anders Holmberg, albo komentatorem politycznym jak Mats Knutson, Elisabeth Marmorstein, Fredrik Furtenbach albo prezenterem wiadomości w serwisach informacyjnych. To podnosi poziom dziennikarstwa, bo ludzie nabywają ogromnych kompetencji stając się bestiami w swojej specjalizacji. O Andersu mówi się, że griluje polityków, a komentatorzy polityczni rozkładają na czynniki pierwsze wypowiedzi polityków weryfikując je i dając tło historyczne, co pomaga zrozumieć lepiej daną kwestię.

Szwedzkie media informują i edukują

Osobną grupę dziennikarzy tworzą ci, którzy zajmują się ekonomią, ale i tu są wyraźne specjalizacje. Gdy się śledzi w szwedzkich mediach różne tematy, wkrótce da się zauważyć, że zupełnie inne osoby piszą o rynku pracy, inne o energetyce, inne o przestępczości ekonomicznej. Dodatkowo, gdy szwedzkie media grzeją jakiś temat, to do redakcji zaprasza się specjalistów, którzy mogą, bo potrafią naświetlić różne aspekty danego zjawiska. To są ludzie związani z daną branżą, badaczki naukowo zajmujące się danym aspektem. Innymi słowy praktycy z bardzo rozległą wiedzą teoretyczną. Dodatkowo, gdy już media zajmują się aktywnie jakimś tematem, to starają się go maksymalnie zgłębić i oddają głos każdej grupie, która może być zainteresowana zabraniem głosu w danej sprawie.

Dlatego dla przykładu nie wyobrażam sobie, żeby w szwedzkich mediach o rynku pracy wypowiadała się jedynie strona reprezentująca interes pracodawcy, jak to ma miejsce w Polsce, bo w Szwecji zawsze kontrrozmówcą jest przedstawiciel związków zawodowych lub innej organizacji związanej z ruchem pracowniczym.

Ten wielogłos buduje wartościową debatę, w którą człowiek chce wejść, bo wychodzi z niej mądrzejszy.

Media po polsku

Gdy więc obejrzałam nagranie rozmowy (X) redaktora Roberta Mazurka w RMF FM z Maciejem Szlinderem z partii Razem, straciłam nadzieję, że polskie społeczeństwo kiedykolwiek zrozumie jak bardzo jest wykorzystywane przez system, skoro ten dziennikarz nie rozumiał jak działa system bankowy, i że banki centralne tworzą pieniądze z niczego. Nie rozumiał, że tak działają też zwykłe banki. Nie rozumiał, że udzielanie kredytów nie polega na tym, że jeden klient wpłaca coś na lokatę, żeby inny z tego dostał kredyt, tylko bank tworzy po prostu cyfrowy zapis informujący o wysokości udzielonego kredytu. Redaktor Mazurek stwierdził, że dr Maciej Szlinder myśli podobnie jak jego 4 letnia córka, która myślała, że pieniądze biorą się z bankomatu. Pan Mazurek pomylił gospodarstwo domowe z państwem, sądząc chyba, że państwo musi tak jak człowiek zarobić pieniądze, żeby je mieć. Informację, że państwo wytwarza pieniądze samo z siebie, czyli emituje swoją walutę, pan Mazurek określił bardzo ciekawą hipotezą. Zastanawiam się, czy on wie, że Polska jest emitentem złotówki, i że ta informacja jest podana na banknotach, którymi przecież płaci.

Przyznaję, że też długo nie rozumiałam systemu finansowego, zwłaszcza działania finansów państwowych, ale w przeciwieństwie do redaktora Mazurka nie prowadziłam nigdy audycji na łamach ogólnopolskiej radiostacji. I problemem nie jest nawet to, czego redaktor Mazurek nie wiedział o ekonomii, tylko to, że żadne polskie media nie wyjaśniają społeczeństwu takich tematów. Ja ekonomię zrozumiałam dzięki szwedzkim mediom.